Opis wyprawy · 26 stycznia – 1 lutego 2016

Mount Tutoko

Pięć dni skondensowanej przygody. Kiwusi bez wahania określiliby ją mianem 'epic'. Było intensywnie, różnorodnie, pięknie i groźnie.
Zobacz wszystkie relacje
Willie na śnieżnej grani Tutoko, z turkusowym jeziorem po lewej i Mount Madeline za nim.

Tutoko z książki o ratownikach

Zdjęcie szczytu Tutoko po raz pierwszy zobaczyłam w książce „Mountain Rescue” Phila Melchiora, o misjach ratunkowych nowozelandzkich służb Search and Rescue.

– Piękna góra – pomyślałam.

A w dodatku mało znana. Zaintrygowała mnie do tego stopnia, że od razu wiedziałam: muszę tam jechać!

Skok o tyczce na końcu świata

Tūtoko po maorysku oznacza dosłownie „skok o tyczce”. Tak, Maorysi mieli własną tradycyjną formę skakania z pomocą tyczki. Encyklopedia Nowej Zelandii wymienia ją obok biegania, zapasów i skoków w dal jako jedną z dawnych aktywności sprawnościowych. Góra nosi jednak imię maoryskiego wodza, a nie nazwę sportowej konkurencji.

Tūtoko był maoryskim wodzem z plemienia Ngāi Tahu. Mieszkał z rodziną na zachodnim wybrzeżu nowozelandzkiej Wyspy Południowej. W 1863 roku w rejon ten przybył podróżnik i geolog James Hector. Tūtoko i jego rodzina przyjęli go u siebie, a Hector odwdzięczył się za gościnę, nadając górze imię gospodarza.

Pięć dni wyrypy

Z Willim ruszyliśmy na Tutoko w styczniu 2016 roku. Mieliśmy przed sobą pięć dni dobrej pogody i plecaki pełne sprzętu. Naszym celem była wspinaczka na szczyt granią południowo-wschodnią.

Najpierw rwąca rzeka, przymusowy (acz klimatyczny) biwak, chaszczowanie i strome skalne skarpy. Wyżej przytulna koleba z widokiem, namiot rozbity w skalnej ścianie oraz szukanie przejścia przez labirynt szczelin i seraków. W końcu wspinaczka w skale i lodzie oraz ostra śnieżna grań. Wszystko to otoczone morzem chmur i turkusowymi jeziorkami.

Po drodze

Relacje z podróży

Relacje z podróży w kolejności trasy.