Początek aklimatyzacji
Rano w Alaudin Vertical znów nikogo nie było.
Zebraliśmy manatki i ruszyliśmy nad jezioro Alaudin. Tam też miały być niewielkie kempingi. Minęliśmy pierwszy i przeszliśmy wzdłuż brzegu obczaić kolejny. Rozstawiliśmy nasz namiocik w ustronnym miejscu między jałowcami.
Zaplanowaną aklimatyzację rozpoczęliśmy wyjściem na Talbass Pass. Przełęcz wznosił się na wysokość 3450 metrów, a widok z niej zapierał w piersiach (tym bardziej, że dopiero zaczynaliśmy naszą podróż przez Góry Fan). W słońcu woda jeziora mieniła się całą paletą barw, od jasno-niebieskiego, przez intensywny turkus po sporadyczną zieleń. Uroku dodawały żółte alpejskie kwiaty porastające zbocze.
Leśnik z przewodnika
Gdy wróciliśmy, na kempingu pojawił się Ali, który w mundurze leśnika zbierał opłatę klimatyczną. Czytałam o nim w przewodniku „Trekking in Tajikistan” (autorzy: Jan Bakker and Christine Oriol), który na tej wyprawie stał się naszą biblią. Ali wraz z bratem prowadził kemping na drugim końcu jeziora. Pogadaliśmy chwilę po czym zaprosił nas wieczorem na czaj.
Przy herbacie rozmawialiśmy już dłużej. O Tadżykistanie, o ludziach, o górach Fan i zwierzętach, jakie można tu spotkać. Podobno mieszkają tu m.in. niedźwiedzie, wilki i rysie, ale unikają ludzi, więc bardzo trudno je spotkać. Zapytaliśmy też o pusty obóz Alaudin Vertical. Ali wyjaśnił, że to postradziecki obiekt, wciąż nastawiony głównie na alpinistów z Rosji. Czekali właśnie na kilkudziesięcioosobową grupę, która miała się tam zabazować i działać w górach przez dłuższy czas.
Heavy metal na przełęczy
Następnego dnia podeszliśmy wyżej, na Alaudin Pass, 3780 metrów. Tempo mieliśmy dobre. Samopoczucie też.
Z przełęczy widzieliśmy jezioro Alaudin i nasz obóz. W słońcu znów migotały niebieskie i turkusowe odcienie wody. Po drugiej stronie grani połyskiwało jezioro Kuli Kalon, nad które mieliśmy dojść w trekkingowej części naszej wyprawy.
Emina najpierw usłyszeliśmy. Z jego małego głośnika Bluetooth leciał heavy metal. Wesoły Czeczen mówił świetnie po angielsku.
Po powrocie na kemping zjedliśmy obiad przygotowany przez gospodarza. Jagnięcina, ciękie frytki i surówka. Belgijskie frytki i ketchup podawał z namaszczeniem. Może myślał, że zachodni turyści preferują swoje zachodnie wynalazki zamiast tradycyjnej kuchni? Dumę było widać w jego minie. Obiadek jednakowoż zacny.
Przy prowadzeniu kempingu pomagało mu kilku dorastających synów i młody pies typu haski. Jeden z chłopców poruszał się o kulach. Pozostali pomagali mu przemieszczać się po tym nierównym terenie, czasem go przenosili. Sam też całkiem dobrze sobie radził.
20 dolarów to żadne pieniądze
Na kolejny dzień planowaliśmy przeniesienie obozu nad Mutnye Lake. Jedynie 6 kilometrów i 700 metrów przewyższenia. Niby blisko. Ale zważając na ponad 50-kilogramowy bagaż i palące słońce, stawało się to sporym wydatkiem energetycznym.
Już przy podejściu z Alaudin Vertical nad jezioro poczuliśmy, ile kosztował marsz z takim ładunkiem w upale. Każde z nas niosło duży plecak na plecach i mniejszy, szturmowy plecak z przodu.
Po dotarciu nad Mutnye chcieliśmy jeszcze zrobić rekonesans przed wejściem na Zamok. Warto było zachować na niego siły.
Ustaliliśmy budżet, jaki jesteśmy na ten cel przeznaczyć: $20 za osiołka z przewodnikiem. Jeśli się uda, bierzemy osiołka, jeśli nie, sami będziemy robić za osły.
Na naszym kempingu zagadnęliśmy lokalnego przewodnika opiekującego się niemieckimi turystami. Jego grupa miała do dyspozycji osiołki. Zawołał poganiacza. Ten, gdy usłyszał propozycję, wyśmiał nas i powiedział, że $20 to dla niego żadne pieniądze. Po czym odszedł. Przewodnik wyglądał na zakłopotanego.
Wieczorem znowu poszliśmy na czaj do Aliego. Musiał akurat gdzieś wyjść, więc dosiedliśmy się do poznanego pod przełęczą Emina.
Rozmowa zeszła na geopolitykę. Emin kojarzył niedawne wybory prezydenckie w Polsce. Kandydaturę Nawrockiego uważał za jakiś żart.
Opowiedzieliśmy mu też o poszukiwaniu osiołka. Zdziwiła go reakcja poganiacza. Według niego 20 dolarów było uczciwą ceną za taką usługę. Zagadnął pierwszego poganiacza, jaki pojawił się w obozie. Rozmawiali po rosyjsku. Tadżyk z entuzjazmem przyjął ofertę. Obiecał, że o 7:00 rano będzie z osiołkiem pod naszym namiotem.








